WYSPIARZ niebieski
AKTUALNOŚCI NA WYSPACH

04.02.2012 9:10

(Rzecz dzieje się w Winoujściu, czyli nigdzie)

Z dawnych kronik grodu – księga III (78)

Żmudna Trzebunia co to do krajowego Ględziska drogę ku zdziwieniu wielkiemu mnóstwa grodzian znalazła i w szeregach ostatnich ławy tam miejsce grzeje, zwołanie dla pisarczyków Winoujścia poczyniła. Zebrawszy ich w komnacie Klanu Peonitów bajdurzenie swoje przed nimi klepała wyuczone jak modlitwę jaką. Nic ci z tego z sensem głębszym nie wynikało, ale co się ludziskom objawiła pierś dumnie wypinając i chwalenie o koneksjach różnistych czyniąc to i jej. A i czarodziejskie okienka ją grodzianom pokazywały radość wielką jej czyniąc i w większą ci dumę jeszcze wbijając.

-Jakemże mądra i ważna, a i przecie sam Oponusus tera liczyć się ze mną musi i w łaski pewnie uderzać będzie, bo jam ci to w Ględzisku kraju  Polo-polo zasiaduję i spraw wiele obłatwić pewnie będę mogła – dumała kiej przed przed gronem pisarczyków Kurszyna słowa toczyła i Daktyl swoje dopowiadał coby krajową ględziołkę z ciągłej opresji słownej wyciągnąć. Pisarczyki bowiem nie w ciemię bite dociekliwie o spraw wiele pytali na co nie bardzo Żmudna Trzebunia radę dawała odpowiadać. A już ci szczytem było jak o chatę zbolałych ją pytano. Na ten czas krajowa ględziołka ślipia  wybałuszyła z których pustką ci straszną wiało. Rzekła jednak gładko i krótko formułę z dawien dawna wyuczoną że owszem sprawy ci tej chaty znane są jej przecie znakomicie, wie wiele, oj wiele, wiele, ale o tem ci słów parę rzeknie... Daktyl, co to po jej lewicy siedział i wedle niej znawca materii był od podszewki. Przewodzący Klanowi Peonitów ślipia ogromniaste na ten czas uczynił do tablicy wywołany i mocno skonfudowany, a widać takoż i zły ogromniaście plecenie na okrągło uczynił. Pisarczyki się z tego ino uśmiali w cichości widząc bezradność Żmudnej Trzebuni co to wie, a nie wie i innych do spowiedzi z nagła wypycha. Już ci też obśmiali się po pachy ci grodzianie co to obejrzeli w czarodziejskich okienkach owo spotkanie wielkiej inaczej krajowej ględziołki. Nawet kasztelan Dorsz z Pomiędzyzdrojów  zapytany czy Żmudna Trzebunia co to z Klanu Peonitów, który mu od dawna sprzyja jakoś się u niego w grodziku objawiła i pomocą służyć zechciała, powiedział ino krótko, acz dosadnie.
- Ja to ci niewiasty tej nawet nie znam, a ino widziałem ją jak czas jakiś temu  przed wybieraniem do krajowego Ględziska potykała się na słowy z kilkoma innymi grodzianami z Winoujścia co też starania o to Ględzisko czynili. Co ja mogę o niej rzec, ano ...niewiasta pwnikiem tedy okrutnie słabszy  dzionek miała – z tajemnym uśmiechem na obliczu orzekł Dorsz.
   Kasztelan Oponusus, co to słowy Żmudnej Trzebuni do pionu go stawiające i brak pomyślunku wytykające w sprawach sądzenia grodzian, takoż w magicznym okienku zasłyszał wścieklicy wówczas dostał i w babę słowy niegodne powtórzenia od których uszy więdły rzucał. Był ci nawet taki moment, ze Oponusus zawarczał do wiernego sługi Knebbelsa Karla Luza : Wiesz, że tera to i nawet żałuję straszliwie, że jednakoż nie wsparłem za złamanego talara Czarnej Otchłani zwanej Kudłatą, co to starania do krajowego Ględziska czyniła. Przecie gdyby ona tam była to by mi nie szkodziła i głupot mniej trza by słuchać niż tera docierają od owej ględziołki z Klanu Peonitów.
- Święte słowy Panie mój pełen nieomylności i wiedzy głębokiej niczym nieogarniętej. Niech twe oblicze nie marszczy żadna myśl o takiej tam co to przecie ino pogadać se troszke może, a tego plecenia żadne znaczne ludziska i tak nie posłuchają –  rzekł w głąbokim pokłonie Karl Luz.
          Z biegiem słońc i ksieżyców wielu grodzianom  co w Winoujściu na wyspie Usram żywot pędzili postać Oponususa już obmierzła, choć nie tak dawno jeszcze liczni z nich głos nań oddało przy wybieraniu nowego kasztelana. Tera często żałość ich z powodu tego ogarniała i wstyd czerwienią oblicza pokrywał. Boć przecie kasztelan Oponusus co czas jakiś szatańskie pomysły miewał, co to po myśli grodzian nie były i szkodę Winoujściu czyniły. Ostatnimi czasy wiele się działo wokół urządzenia śliczności wielkiej wodnego grodzkiego zakątka. Oponusus z bliską mu Bamichą chaty tam stawiać chcieli, a żaglowników co to krypami pływali i trzymać je tam chcieli za nic miał, a przecie zakątek ów temu właśnie służyć winien. Kasztelan jednakowoż swoje gadał interesa w tym własne upatrując. Grodzianie się przeciwstawić temu postanowili i mnóstwo całe papirusów ze zdaniem odmiennym do Oponususa słali.
-   A to chamy jedne nieokrzesane te moje grodzianie. Miast niewolnymi zostać, jak to już długo przecie trwało, łby tera podnoszą? Mnie się stawiać chcą? Mnie, Jego Nieomylności? Już ja im bobu zadam! - zaryczał kasztelan jak wyleniały z wiekiem lew zraniony cierniem w żyć – Knebbelsie zbadaj mi ino chyżo kto za tem stoi i kogo o łeb trza będzie tera skrócić – wykrzyczał jeszcze  Oponusus do Karla Luza.
- Panie mój pełen nieomylności i wiedzy głębokiej niczym nieogarniętej ukoi swoje nerwy, popatrzaj na Bamichę miłą to ci może gniew przejdzie. Ino panie mój święty, jak nikt inny pamiętaj ino łaskawie w swej nieomylności, że praw się trzymać jakoś choć z grubsza musimy, bo w końcu władze zwierzchnie kraju Polo-polo zbyt bacznie na nas poglądać będą i ze szkodą to dla nas wyjdzie  –  rzekł z ostrożna Karl Luz.
 - Jam ci tu władcą i mnie posłuszenie winieneś rabie jeden, a grodzian tylu na mnie swoje głosy dało, że mam tera prawo to wszytko nawet w perzynę obrócić – zawył do objętego paraliżem strachu Knebbelsa pan jego i władca grodzian Winoujścia.            cdn.
 
 Gall Anomal

(wszelkie podobieństwo do znanych współcześnie osób i sytuacji jest całkowicie przypadkowe)

Tytuł
Podpis
Treść
Komentarze są opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
Więcej informacji
WYSPIARZ niebieski