17.01.2012 7:35
Będzie pozew zbiorowy polskich rybaków?
RYBACY WALCZĄ O BYĆ ALBO NIE BYĆ
Czy uda się rybakom przekonać polski rząd o tym, że polskie rybactwo morskie chyli się ku upadkowi – nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że i rybacy i rybołówstwo to nie jest tak nośny temat jak służba zdrowia. Ciekawe dlaczego. Wszak mamy 498 km polskiego wybrzeża Bałtyku, nie wliczając w to linii brzegowej zalewów Szczecińskiego i Wiślanego. Jeszcze mamy wielu armatorów kutrów rybackich – tyle, że jest ich coraz mniej. Jest wiele firm związanych i bezpośrednio zależnych od rybackich połowów. Mamy prężnie działające PŻM i wiele innych firm o profilu morskim i firm okołomorskich. Nie mamy natomiast już ministra no i Ministerstwa Gospodarki Morskiej, a byli. Jeszcze tak niedawno.
Przypomnijmy więc, że właściwością tego ministra było kierowanie działem administracji rządowej gospodarka morska, obejmującym sprawy: transportu morskiego i żeglugi morskiej, obszarów morskich, portów i przystani morskich, RYBOŁÓWSTWA MORSKIEGO I RACJONALNEGO KORZYSTANIA Z ŻYWYCH ZASOBÓW MORZA oraz ochrony środowiska morskiego. Dwaj ministrowie narządzili się, oj narządzili: od 5 maja 2006 r. do 16.11.2007 roku. I na tym koniec. Rada Ministrów życzliwie kompetencje podzieliła pomiędzy Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Ministerstwo Infrastruktury. Teraz rybołówstwem „opiekuje się” wiceminister w ministerstwie od wsi – Kazimierz Plocke.
I z tymże właśnie ministerstwem w sprawie ryb łowienia nie ma porozumienia, które chcieliby zawrzeć wszyscy członkowie Związku Rybaków Polskich i ci niezrzeszeni rybacy też. Powodem kilkuletnich już sporów są limity połowowe narzucone nam (Polsce) przez UE. Ledwie skończyła się „trójpolówka odławiania dorsza”, to na ten rok wydane zostały wytyczne ograniczające aż o 50% połowy łososia i o 20 % połowy śledzia.
Więcej w papierowym wydaniu gazety
Imieniny: Alicji, Edwina, Eryka