24.07.2010 8:31
(Rzecz dzieje się w Winoujściu, czyli nigdzie)
Z dawnych kronik grodu – księga III (2)
Czerniący skąpe już włosie kasztelan Oponusus ze swą świtą: chorągwianym Pomieszkiem, ognistowłosą Czarną Otchłanią, Tetrykiem zwanym Ryczytrepem, grodzką budowniczą Bamichą, sprzątaczem Kristofem Sznytkiem i chałupoplanistką Szmalcowną oraz nieco kmieci wraz z pisarczykami w dalekich krajach bawili.
U Portugalezów podpatrywali beki ogromne z gazosmrodem służącym do grzania chałup i jadła gotowania. Wstydu się tam najedli co niemiara, a to za sprawą Pomieszka, przewodzącemu Radzie Grodu, czyli Ględzisku. Tenże na dworską ucztę przez Portugalezów wydaną jako jedyny o zgrozo w podłe gacie się odział i koszulinę jak do chlewu na siebie narzucił, wstręt powszechny wywołując u gości wszelakich, w najlepsze przecie szaty odzianych. Tam też Pomieszek z wrodzonym sobie ślinopleceniem bez ustanku gadał do młodych grodzian o mieszku sowitym, który przez lata nabił... Zachwalał gromko jak to pasjami począwszy od rybich śledzichów, tajemnie z mateńki winoujskich poławiaczy wywożonych, poprzez wozy liczne z krajów odległych na babki kupowanych - bez myta do kraju Polo-polo ściąganych i innych staraniach talary mnożących, pomieszkowe dziesięciny sprytnie umniejszał, pęcznienie mieszka powodując.
W czasie kiedy część dworu ze Szmalcborka i winoujskich grodzian w innych krajach bawiła, kasztelański Knebbels Karl Luz koszmary jakoweś przeżywał. Zachodził w głowę z ponurą miną dlaczegóż to kasztelan Oponusus tak sowicie wynagradzać pozwalał Czarną Otchłań, co to stolec w sotni grodzkiej tężyzny piastuje i w Ględzisku zasiada.
- To ona talarów dużo więcej ode mnie garnie! Ja tak od serca się do wielkości kasztelana przysłużam, kłamliwym słowem pisarczyków karmię, słomę w gumiakach Oponususa skrzętnie ukrywam, a tu taka niewdzięczność – mruczał do siebie z nieskrywaną zazdrością – Muszę sprawę rozeznać i kasztelana o więcej talarów uprosić, bo jak nie to Peonitów wspierać pocznę – mamrotał złośliwie Karl Luz. Nie tylko on zmartwienie w głowie nosił. Smutnymi oczy toczyła po opustoszałym Szmalcborku Strażniczka Grodzkiego Mieszka Iwi Sączek na którą to ostatnimi czasy spadło miłościwe kasztelańskie hołubienie. Jej niepokój wzmagał nie tylko brak Jego Miłości, ale i uczestnicząca w dalekiej wyprawie, poprzednia kasztelańska faworyta, budownicza Bamicha. Iwi Sączek ze strachem pomyślała co to dalej będzie i kto po niej łaskawością obdarzony zostanie.
W Winoujściu nastał czas duchoty. Spotniały i zatrwożony utratą przewodzenia klan Komuhunów zwierał swoje szeregi. Na rytuale „czerwonego dywanu” kasztelan Oponusus warknął do tłumku potencjalnie wiernych - „Dość tego, Wy jako bezprzytomni poddani musicie powstrzymać wszelkie knowania – znacząco poglądał wtedy w kierunku mędrca Cezdzieszyna. Podejrzliwe wredne oko zarzucił też na chwiejnego lizusa Pasuja zwnaego Szujką i naiwną Zdebelkę
- Nie Wam patrzeć na Rasowców. Musicie dbać tylko o czerwony klan, aby wyspą rządził jak przez wiele księżycy bywało, zarówno w Komun Epoce jak i Demo Epoce. Musimy utrzymać i mnożyć to co mamy dla wspólnego, klanowego ...i mojego dobra oraz niezbywalne świadectwo przewag Komuhunów na wyspie szwagrów poświadczać. Nawet jak namiestnik w Śerścinie uchyli nasze prawo nasze grodzkie nie ugniemy swojego karku i obwołamy Winoujście wolnym na naszą modłę królestwem w kraju Polo-polo. Wtedy raz na zawsze skrócimy o łby członków innych klanów. A całą tą grodzką gawiedź pospolitą, jako tępych wasali doić po wsze czasy w spokoju będziemy – z awył upajający się swoimi słowy kasztelan Oponusus. cdn.
Gall Anomal
(wszelkie podobieństwo do znanych współcześnie osób i sytuacji jest całkowicie przypadkowe)

Imieniny: Irminy, Piotra, Sylwii