Przede wszystkim: moja wypowiedź ze spotkania powinna być traktowana jako przyczynek do dyskusji. Proszę zauważyć, że podobnie jak koledzy zajmujący się częścią muzealną, nie planujemy ingerować w wiodącą, żeglarską funkcję Basenu Północnego. I choć nie zostało wykonane żadne opracowanie, które szczegółowo oceniłoby możliwość zawijania cruiserów do Świnoujścia na Nabrzeże 13 obok Basenu Północnynego, swój pomysł opieram na solidnych danych, takich jak:
· rosnąca liczba zawinięć do głównych portów w naszym rejonie (Hamburg, Kopenhaga, Kilonia, Warnemünde),
· rosnąca zamożność polskiego społeczeństwa (podobne dotyczy Czech, Słowacji, Węgier, Rumunii, a – oby – dotyczyło też Ukrainy) – to, obok wschodnich Niemiec, nasz potencjalny rynek; duży, nie? ale gdybym spytał kogokolwiek z osób zajmujących się frachtowaniem promów w Świnoujściu, ręczę, że nie byłby tym w ogóle zdziwiony,
· szybko rosnąca liczba sprzedanych rejsów w Polsce (w Świnoujściu w centrum miasta też jest biuro, które się w tym specjalizuje),
· bardzo dobre położenie geograficzne Świnoujścia w kontekście możliwych tras rejsów wycieczkowych po Bałtyku i Morzu Północnym; co ważne: położenie o wiele lepsze, niż Trójmiasta,
· coraz lepsza dostępność transportowa Świnoujścia – na polskim wybrzeżu tylko milionowa aglomeracja trójmiejska jest lepiej skomunikowana z Polską i resztą świata,
· pieniądze: Hamburg twierdzi, że segment cruise zapewnia w tym mieście 5,5 tys. miejsc pracy, i ok. 0,5 mld Euro dochodów z VAT (czyli hamburskie firmy mają z tego, po odliczeniu VAT, ponad 2 mld EUR przychodu); a gdybyśmy osiągnęli choć dziesiątą część tego, co Hamburg?
· fakt, że ten terminal już prawie istnieje, bo to przede wszystkim ludzie; Świnoujście to wielki port i ośrodek branży HoReCa (czyli branży hotelowej i gastronomicznej), gdzie nie zabraknie holowników, profesjonalnych firm zdolnych zorganizować pobyt statku w porcie, dostarczyć wszelkiego rodzaju zaopatrzenie: prowiant, wodę, paliwo, odebrać ścieki i wody zaolejone; nie zabraknie kompetentnych pilotów, cumowników, funkcjonariuszy wszelkich służb, członków załóg wszelkich specjalności, organizatorów wycieczek i pobytów w hotelach itp. – to wszystko już tu jest, na miejscu; są ludzie, którzy wiedzą nie tylko, jak to wszystko zrobić, ale też, jak na tym zarabiać. Dla licznych świnoujskich profesjonalistów cruisery nie będą żadną nowością, tylko kolejnym, podkreślam, kolejnym klientem.
I w tym wszystkim upatruję szans Świnoujścia.
Myślę też, że zgodzimy się z p. Sokołowskim w tym, że nabrzeży, przy których można "postawić" duży statek wycieczkowy, jest w polskich portach jak na lekarstwo. Oprócz Nabrzeża Francuskiego w Gdyni w zasadzie tylko Nabrzeże 13 w Świnoujściu spełnia podstawowe wymogi. Inne są po prostu zajęte, albo, jak w przypadku Gdańska, niedostępne z przyczyn manewrowych (Zakręt Pięciu Gwizdków), albo niekorzystnie położone (jak Szczecin).
W artykule p. Sokołowskiego podane są też właściwe, aktualne zanurzenia dopuszczalne. Ale zgodnie z dokumentacją techniczną Nabrzeże 13 zaprojektowano i wykonano tak, że akwen przy nim może mieć głębokość techniczną wynoszącą 9,0 m. Tyle, że z jakichś powodów inwestor, czyli Marynarka Wojenna ZSRR, nie wykonał odpowiednich prac czerpalnych. One będą kosztować, ale nie, jak sugeruje p. Sokołowski, 150 mln zł, a około 15-20 razy mniej. Oczywiście należy do tego doliczyć remont oczepu, nawierzchni, nową linię odbojową… Ale to wciąż wielokrotnie mniej, niż 150 mln zł. Pamiętajmy też, że terminal nie pracuje za darmo – od każdego statku i pasażera pobierane będą stosowne opłaty. Spore opłaty.
Kolejny kwestia to niezbędna powierzchnia pod budynek terminalu, parkingi, miejsca dla autobusów. Spójrzmy więc na Kilonię czy Rostock (Warnemünde), obsługujące po 170-200 statków rocznie, często po dwa statki na raz. Dostępna powierzchnia naszego "półwyspu" przy Basenie Północnym to ok. 3,7 ha. Terminal w Warnemünde (170 zawinięć rocznie) zajmuje niecałe 3 hektary, terminal w Kilonii - podobny obszar (tu z racji przylegania ogólnodostępnych, miejskich parkingów pomiar nie może być dokładny). A te ogromne parkingi? Też są, tyle, że za miastem. W Kilonii najbliższy i najdroższy parkingowiec jest 1,6 km od terminalu, pozostałe parkingi - ok. 4 km. Dojazd autobusem. W Warnemünde jest podobnie, w Hamburgu też (tyle, że parkingi są jeszcze dalej).
Na spotkaniu nie mówiłem też o konieczności zasilenia statków z lądu – tak, jak nie mówiłem o remoncie oczepu i nawierzchni nabrzeża, przyłączach wody i odbioru ścieków, nowych urządzeniach cumowniczych i odbojowych, kwestiach związanych z organizacją terminalu, w tym z odprawami granicznymi, ISPS, i wielu, wielu innych sprawach. Jeśli zorganizowalibyśmy kilkugodzinne seminarium poświęconego wyłącznie kwestii cruiserów, pewnie i o tym moglibyśmy porozmawiać. Tak czy siak, fachowcy od wszystkich tych tematów mieszkają w Szczecinie, Międzyzdrojach, Wolinie, no i w Świnoujściu, a wielu z nich pracuje niedaleko Basenu Północnego, z drugiej strony Świny. Gdyby spróbować tych fachowców poszukać trochę dalej, po wielu będzie się trzeba wybrać do Rostocku, Ystad, Trelleborga czy Gdyni.
Pan Sokołowski pominął też kwestię wykorzystania terminalu jako przestrzeni do innych działań. W końcu to spora, przeszklona hala. Ogrzewana, klimatyzowana, wyposażona w całe zaplecze socjalne, zaprojektowana tak, by bezpiecznie mogła w niej przebywać cała masa ludzi. Nie przypadkiem mówiłem o sali kongresowo-koncertowej przyległej do obiektu terminalu. I pewnie kilku mniejszych salach konferencyjnych. Spójrzmy na rozkłady rejsów cruiserów – opuszczają port zazwyczaj pod wieczór, około 17-18. Czemuż więc hala terminalu – w dzień „foyer” cruiserów, nie mogłaby wieczorem stać się foyer dobrego koncertu czy spektaklu w profesjonalnej sali? Czemu nie mogłaby być przestrzenią konferencyjno-targową w tych miesiącach, w których ruch cruiserów ustaje? Czemuż w końcu nie mogłaby posłużyć żeglarzom? Może to właśnie tu powinny być sympozja branżowe, targi żeglarskie itp. W marinie Hohe Düne w Rostocku jest centrum kongresowe, w którym jest ok. 20 sal, w tym największa na ok. 500 osób. I jakoś nie przeszkadza to funkcji żeglarskiej. A przecież Świnoujście i Rostock to ten sam rejon, żeglarsko jeden z najciekawszych na Bałtyku: od Rostocku, przez Fischland, Darß, Zingst, Rugię, po Zalew Szczeciński i Kamieński – aż do Dziwnowa. Zaś Świnoujście to stolica obu wysp. I Wolina, i Uznamu. Wysp, które razem z Rugią tworzą jeden z najbardziej atrakcyjnych turystycznie rejonów tej części Europy.
Nie uważam, że mój pomysł jest najlepszym z możliwych rozwiązań, raczej – że jest naprawdę godny rozważenia. I według mojej najlepszej wiedzy, podpartej latami doświadczeń i przyzwoitymi realizacjami, wydaje się być wykonalny, racjonalny, i może przynieść znaczne korzyści nie tylko Świnoujściu, ale całemu obszarowi metropolitalnemu obszaru ujścia Odry. Także w konkurencji z najbliższymi sąsiadami naszego formatu, czyli z Trójmiastem i metropolią Hamburg-Lubeka. I że może stać się kolejnym z powodów, dla których ze Świnoujścia będziemy dumni (chyba tak mogę mówić, w końcu spędziłem w Świnoujściu wiele lat i czuję się z nim związany). Ale dumni nie tylko dlatego, że wielu dzięki terminalowi cruiserów znajdzie pracę, zarobi, ale też dlatego, że stworzymy ten terminal tak, że uszanowane zostanie to, co teraz mamy: że w marinie w Basenie Północnym będą jachty, a po pracy czy spacerze będziemy mogli wrócić do spokojnego domu, gdzie będzie cicho, przytulnie, a w ogródku czy na działce będą truskawki, czereśnie, jabłka, no i oczywiście komary – a nie cruisery.
Piotr Twardochleb.
© Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów bez zgody redakcji zabronione.
www.wyspiarzniebieski.pl