28.08.2010 8:11
(Rzecz dzieje się w Winoujściu, czyli nigdzie)
Z dawnych kronik grodu – księga III (7)
Kasztelan Oponusus oblany zimnym potem, z rozmazanym na czole czernidłem od włosia farbowania dygotał ze strachu. Myślał co też będzie jak zaraza w Wielkiej Wodzie w Winoujściu pozostanie letnią porą i nie odpłynie w siną dal?. Czy grodzianie co to talary z powodu tego potracą (kiedy Stonka z kraju Polo-polo i Germanii rozeźlona na dobre stąd wyjedzie), zechcą go znowu na kasztelana wybrać? Zamartwiał się, że może być inaczej i zwykłym grodzianinem zostanie, co to nic nie może i na łasce nowego kasztelana zostanie.
A jak tenże takimż samym okrutnikiem jak i on sam będzie i pomsty na rodzie Oponususa poszuka, za liczne krzywdy grodzian wielu? Nie, no chyba Komuhunowie na to nie pozwolą. Dyć każdy z nich łaski od niego mniejszej lub większej doznał , a ich rodziny przy korycie grodzkim dobrze ustawione zostały. Siła to ludzi i władzy pozbawić się nie pozwolą. - pomyślał z nadzieją.
- A jak Komuhunowie knują cichcem za moimi plecy i łeb mój zechcą poświęcić, w zamian za stolce zajmowane, to co tedy będzie? Może już jaki pakt z Peonitami albo i Rasowcami tajemnie spisali?- mamrotał do siebie całkiem rozdygotany Oponusus. Posmutniał znowu i począł rzedniejące włosie ostatnie wyrywać, niepomny, że z powodu tego u niewiast oblubienie traci. Na chwilę jednakowoż ucieszna wspominka rozjaśniła jego oblicze. Jakże to radośnie było kilka księżycy temu, kiedy w pobliskim Pomiędzyzdroju, gdzie rządził kasztelan Dorsz zaraza w Wielkiej Wodzie tam zapanowała. Jakże można się było puszyć z dumy, miny stroić i pozywać Dorsza, żeby porządek zrobił i kupy wszelkie posprzątał, boć to i groźba dla czystego na owy czas Winoujścia być mogła.
- A tera co? Zaraza u mnie zapanowała! Sam ślipiami świecić muszę i na wezwanie Michaela Sutego i Dorsza do Pomiędzyzdroju na rozmowy tamtego Ględziska stawić się mi trzeba – gadał do siebie rozpalony do gorączki białej Oponusus – A ja tak tego medyka Kolanusa na stolec popychałem, co to go wcześniej Możejchan roboty pozbawił. On ci tera taką wdzięczność mnie okazuje? Krzywdę przecie wyrządza zakazując członki wszelakie w Wielkiej Wodzie moczyć, póki zaraza z wody w Winoujściu nie odpłynie. A skłamać nie mógł, co by wszyscy bez strachu i wiedzy o zarazie moczyć członki w spokoju mogli? Tak winien zrobić, a on ci na pośmiewisko mnie wystawił – wysyczał kasztelan na koniec. Sięgnął po puchar i gardło okowitą przednią przepłukał, myśląc co też dalej począć...
- Łeb Kolanusa obetnę i na pal wbić każę, jak sposobność się ino nadarzy. Dyć takiego medyka mi nie potrzeba, co mi służyć ślepo nie potrafi – po chwili złowrogo pod nosem zamamrotał Oponusus i od razu poczuł się lepiej, krew czyjąś czując.
Jak i musiał tak pojechał Oponusus na Ględzisko do Pomiędzyzdroju. Tam znowuż nerwy go wzięły. Michael Suty przepytywał medyków o zarazie, kasztelan Dorsz mowy długie wygłaszał, a jemu dopiero na końcu głos dali, jak ciurze jakiemu. Zagotował się Oponusus i czknął o tym słowy kilka, na co Suty rzekł krótko i trafnie - Medycy ci tu najważniejsi i ich nam na pierwszym miejscu słuchać trzeba.
Stulił tedy uszy po sobie kasztelan Oponusus i zanim do rzeczy mówić począł, to z tego nerwu naruszonego głupoty na Ględzisku owym opowiadał, w sprawie nieważnej, ale za to pierś jego puszącej.
Koniec końców zaraza jednak odpłynęła z Winoujścia i Pomiędzyzdroju, a Oponusus na krótko dech głębszy łyknął spokoju zaznając. Nie na długo jednak, boć przecie dworzanie jego jak te niemoty ciemne kłopotów mu nowych przysparzać poczęli. Poliwoj Grzech-ulec co to zawiadywał grajkami, kuglarzami i innymi uciechy niosącymi igrzyska na cześć Oponususa zgotował. Nieśmiertelnego Wyrębę o śpiewanie poprosił i gości nieco przywołał. Nudą tam ci okrutną powiało, bo to wielu od lat pieśni owe na pamięć znało. I tylko poniektórym co pianie pierwszy raz słyszeli łepetyny z radości poprzewracało. Nie to jednak najgorsze zdarzyć się tam mogło. Ludzisków na te igrzyska sporo zwaliło, a Grzech-ulec (co to niczego dobrze robić nigdy nie potrafił), nie zadbał co by bez kłopotów zabawy trwały. O czystości wychodków przenośnych nie myślał ino tylko płot sobą podpierał, a grodzianie i goście wszelacy wstrętem ogarnięci pomstowali pod niebiosa od chlewika Winoujście wyzywając. Takoż Bamicha o grodzkie trakty słabo porą letnia dbała i opóźnienia w ich robotach miała. Na to winoujścianie gromko klęli, a przyjezdni nadziwić się nie mogli nad rozgrzebania grodu stanem. Pomysł przyciężki dołożył też grodzianin Pieprzycki co to nadal Wielką Tratwą przewodził, miast na zasłużony odpoczynek od paru już księżyców się udać. Poustawiał on ci straganów bez liku na brzegu Winy jarmark jakowyś tworząc i widoki przesłaniając. W tym galimatiasie grodzianie widzieli jaśniej coraz, że Oponusus głowę całkiem traci i zapanować nad grodem już za nic nie potrafi. cdn
Gall Anomal
(wszelkie podobieństwo do znanych współcześnie osób i sytuacji jest całkowicie przypadkowe)
Imieniny: Alicji, Edwina, Eryka